piątek, 18 lipca 2014

Niemiec raczej nie jest nerwusem

Obserwacja z życia codziennego.
Czasem na ulicy zdarza mi się być świadkiem różnych zdarzeń, które wymagają wręcz anielskiej cierpliości.
Zazwyczaj są to korki, opieszałośc urzędników lub jakiś zator na autostradzie, który skutecznie uniemożliwia ruch w obu kierunkach na jakieś 2 godziny.

nowy land

Takie sytuacje wkurzają, i to bardzo. Bo nikt nie lubi, jak marnuje sie jego czas. Niemcy natomiast zdają się nic sobie z tego nie robić.

Ostatnio wracałam autobusem do domu. Był to autobus międzymiastowy, więc pomiędzy jednym miastem, a drugim przez dobrych 10 km są tylko pola i las. Droga ładna, jednopasmowa w obu kierunkach. Pomyślałam sobie: "ok świetnie, 10 minut i będę w domu." A naprawdę, tego dnia tak bardzo chciałam już być w domu, tak bardzo...

Nagle po jakiś 3 minutach jazdy, autobus zatrzymał się. "Ok, korek. Zdarza się." - pomyślałam. Jakże byłam w błędzie...
Przez następnych 5 minut nie ruszyliśmy się nawet o centymetr. Zaczęłam coś podejrzewać.
Rozejrzałam się dookoła. Ludzie wysiedli z samochodów stojących przed nami, zaczęli ze sobą rozmawiać
"Może jakieś stare drzewo sie przewróciło i totalnie blokuje drogę?"
Nadal miałam nadzieję, że szybko autobus zacznie się przesuwać, więc z powrotem usiadłam i czekałam spokojnie przez następnych 10 minut.
Nic się jednak nie stało...

Ludzi na ulicy przybyło, samochodów za nami także. Korek ciagnął się dobrych kilkanaście kilometrów.

W pierwszej chwili pomyślałam, że może jednak wysiądę i pieszo dojdę gdziekolwiek tam chciałam dojść. Ale potem rozum mi wrócił i jednak zdecydowałam poczekać. Moi wspołpasażerowie nie okazywali zdenerwowania czy znużenia. Siedzieli dziwnie spokojni, jakby byli na jakimś statku wycieczkowym, który na chwilę przybił do portu po dostawę świeżych produktów na kolację.
Ludzie w samochodach też nie próbowali zawracać, żeby znaleźć inną drogę i na około dostać się do domów. Wszyscy cierpliwie czekali. Nikt nie krzyczał, nikt się nie denerował, nikt nie złożeczył na polityków. Chociaż wszystcy byli w sumie po pracy, na pewno głodni, zmęczeni lub śpieszyli się, aby w porę wyprowadzić na dwór psa.
Dziwne...

W korku staliśmy przez około godzinę, może dłużej. Gdy w końcu udało nam się ruszyć, okazało się, że jakiś samochód przed nami uderzył w drzewo i zatarasowal lewy pas.
My jechaliśmy prawym...

Wszystko było na miejscu. Była policja i karetka. Nie było krzyków ani awantur... ruchu wahadłowego też nie było. A przecież jeden pas był cały wolny...

Zostając w temacie, Niemcy podobno nie znają ruchu wahadłowego. Nie jest to codzienna praktyka. Może czasem "od święta", kiedy ludzie stoją w korku np. 5 czy 6 godzin, a końca robót nie widać, wtedy ktoś wpadnie na genielny pomysł kierowania ruchem.

Przykład z autobusu jest dość ekstremalny bo takie rzeczy zdarzają sie (na szczęście) rzadko. Na ogół niemiecka cierpliwość objawia sie w kolejce do kasy w sklepie w niedziele, kiedy w całym mieście tylko jedno REWE jest otwarte, lub kiedy kierowca autobusu zdecyduje poczekać na przystanku 5 minut bo kierowca drugiego autobusu, który nadjedzie z naprzeciwka ma do podania świeżą, poranną gazetę.

Konkluzja? Hmmm, wydaje mi się, że my Polacy nie mamy tyle cierpliwości lub nie lubimy, gdy traci sie bez sensu nas cenny czas. A może Niemcy są już na tyle zmęczeni obiema wojnami światowymi, że zwyczajnie już im się nie chce kłócić i wolą poczekać?


(zdjecie: poradopedia.pl)

1 komentarz:

  1. Ja widzę to trochę inaczej. Ruch wahadłowy, tak znany, ale tylko ze światłami. Nikt na samowolkę się nie odważy, bo może dojść do kolejnej stłuczki, a nawet wypadku. I kto będzie ponosić odpowiedzialność? Kto będzie płacić?
    Nikt się nie denerwował? No cóż, to idzie w dwie strony, zero negatywnych emocji to również brak emocji pozytywnych. A może pasażerowie i kierowcy już tak byli wyzuci po cieżkim dniu pracy, że nie mieli ochoty na nic więcej?
    Cierpliwość: Niemcy właściwie nic już nie muszą, a my jeszcze dokądś pędzimy, bo się dorabiamy.
    No i na koniec, dużo się dzieje nieoficjalnie, w kręgu najbliższych.
    Pozdrowionka,
    A.

    OdpowiedzUsuń