Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska a Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska a Niemcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2015

Niemiecka klawiatura komputerowa nie dla każdego

Czy Wy też myśleliście, że klawiatura komputerowa jest narzędziem uniwersalnym? Takim samym na całym świecie?
No cóż, na temat całego światu nie mogę się wypowiedzieć, bo jeszcze w paru miejscach nie byłam. Mogę natomiast powiedzieć coś o niemieckim "keyboardzie". Grrrrrrrr.......

nowyland blog

czwartek, 12 marca 2015

Jak Niemcy postrzegają Polaków?

Jakiś czas temu jeden z czytelników poprosił mnie o napisanie posta na temat postrzegania Polaków w Niemczech. Hmmmm... ciężko się wypowiedzieć bo Niemką nie jestem, ale spróbuję w paru zdaniach streścić swoje obserwacje. 

nowy land blog

środa, 26 listopada 2014

Co jedzą Niemcy?

Mówi się, że co kraj to obyczaj. Prawda. Ale co kraj to też inne przyzwyczajenia kulinarne. Choć Polska i Niemcy nie są aż tak geograficznie od siebie oddalone, to jednak wielu zdzwi się, że w Niemczech na przykład nie ma w sklepach białego sera. Niemcy znają sernik, ale w Rewe czy w niemieckim Lidlu nie kupimy twarogu. Dziwne? Tak.

nowyland

Niemiec przyjeżdżając do Polski też może się niejednokrotnie zdziwić. Oto lista typowo niemieckich przysmaków, których w Polsce trzeba się sporo naszukać.


piątek, 25 kwietnia 2014

Różnice w przepisach drogowych

Pamiętacie post o znakach drogowych w Niemczech? Okazuje się, że drobne różnice w ich wyglądzie to nie jedyna rzecz, która różni Polskę i Niemcy jeśli chodzi o jazdę samochodem. Zanim wyruszycie w podróż po niemieckich drogach, warto żebyście poznali jeszcze kilka drobnych szczegółów, które na nich panują.


środa, 26 marca 2014

Co z naszym polskim dyplomem w Niemczech?

Dzisiaj będzie post, który mam nadzieję kogoś z Was ocali przed niepotrzebnym opłacaniem tłumaczy i notariuszy. Sama gdybym wcześniej zainteresowała się tematem pewnie nie musiałabym teraz wykładać kasy na dodatkowe papierki. 


Mowa o przetłumaczeniu dyplomu polskiej uczelni wyższej na język niemiecki. Okazuje się, że jest taki czas, kiedy można dostać odpis dyplomu w języku obcym i nic za to nie płacić. Kiedy?

wtorek, 18 marca 2014

Znaki drogowe by Niemcy

Niedługo wybieram się w pierwszą podróż samochodem po Niemczech jako kierowca. Za kółko siadam dość rzadko dlatego ostatnio żywo zainteresowałam się niemieckimi znakami drogowymi. Wbrew pozorom nie wszystko tu jest takie same jak w Polsce...

nowy land
(zdjęcie: wikimedia.org)

piątek, 14 marca 2014

Niemcy niedługo utoną w paragonach

Zachodnie państwa zawsze kojarzyły mi się z ekologicznym trybem życia. Z miastami, na ulicach których rozstawione są kosze na śmieci przystosowane do segregacji odpadów. Z ludźmi, którzy częściej niż my jeżdżą na rowerach żeby nie zatruwać bardziej i tak już dogorywającego środowiska. I na ogół tak jest. Ale są też i zachowania, które wcale nie należą do tych eco-friendly i na dodatek nie mają w ogóle sensu. Jednym z nich są wręcz monstrualne paragony, których cała masa Niemców każdego dnia dostaje chyba (tak lekko licząc) z miliard.

poniedziałek, 10 marca 2014

Ich weiß nicht dlaczego tak jest

Zmora niemieckich urzędników dopadła i mnie. Chociaż miejsca, w którym dzisiaj byłam nie można do końca nazwać urzędem, to państwa, którzy "pomagali" mi w załatwieniu sprawy na 100% mogę nazwać niemieckimi urzędnikami.
nowyland
Może zacznę od stereotypów. Cokolwiek do ten pory przeczytałam o niemieckich urzędnikach sprowadzało się do takich przymiotników jak: "mało pomocni", "nieuprzejmi", "wredni" i jeszcze kilka mniej cenzuralnych.
Nie chciałam w to wierzyć, ale dzisiaj niestety to wszystko okazało się być prawdą. Od siebie mogę tylko dodać, że ulubionym zdaniem zatrudnionych tam osób jest

piątek, 7 marca 2014

REALna niespodzianka

Dzisiaj postanowiłam wybrać się do jakiegoś supermarketu. Znudził mnie już dość wąski wybór produktów, jaki oferuje pobliskie Rewe, pojechałam więc ciut dalej. Przystankiem był sklep dobrze znany Polakom - Real. 
nowyland

Już od samego wejścia cieszyła mi się buzia. Fajnie od czasu do czasu zobaczyć taki market, do jakiego przywykłam chodzić w Polsce. Jedzenie, tekstylia, sprzęt AGD i RTV. Ten sprzedawał nawet obuwie. Miła niespodzianka. Ale okazało się, że między półkami czekało na mnie większe zaskoczenie...

poniedziałek, 3 marca 2014

Rosenmontag czyli niezwykły koniec karnawału

Dla nas Polaków koniec karnawału wyznacza Tłusty Czwartek. Wtedy orientujemy się, że w najbliższy weekend wypadałoby pójść do jakiejś knajpy i przynajmniej wypić piwo. W Niemczech koniec karnawału wyznacza Rosenmontag, czyli Różany Poniedziałek. O ile Niemcy tak na prawdę mają gdzieś Tłusty Czwartek, to jest praktycznie niemożliwym aby nie zauważyć Rosenmontag. Jak to? Wystarczy już wcześnie rano wyjść na ulicę.

środa, 26 lutego 2014

Tłusty Czwartek bez sera

Wielkimi krokami zbliża się jedno z moich ulubionych świąt - Tłusty Czwartek.
Zwyczajowo wiadomo, że w Tłusty Czwartek żaden pączek nie tuczy, dlatego można je jeść kilogramami. I tak zazwyczaj robiłam. Tylko, że w tym roku Niemcy zepsuły mi to święto. Powody są dwa, ale olbrzymie.

nowyland

niedziela, 23 lutego 2014

Tutaj wina półsłodkiego brak

Ten post miał się pojawić o wiele wcześniej, ale w natłoku innych spraw i wielu ważniejszych tematów, pisze o tym dopiero dzisiaj.
Dlaczego mówię, że ten post miał być wcześniej? A bo jako stuprocentowa Polka brak mojego ulubionego alkoholu w sklepach zauważyłam w pierwszym tygodniu po przeprowadzce. I żeby było jasne - nie mówię tu o jakiejś specyficznej marce typu Gin Lubelski czy Kasztelan.
Ci z Was, którzy czytają ten post będąc w Polsce pewnie zaraz dość mocno się zdziwią.

nowyland

środa, 5 lutego 2014

Polskie przyzwyczajenia w niemieckich sklepach

Od mojej przeprowadzki do Niemiec minęły ok. 2 tygodnie i wiadomo, że jedną z pierwszych rzeczy, o którą mnie ludzie pytają jest: "Czy przeliczasz sobie jeszcze ceny z euro na złotówki?"
Czy jeszcze przeliczam? Jeszcze? Jasne, że przeliczam! Każdy na początku tak ma. Nie sądzę też żebym przestała to robić za dzień czy tydzień. Może za miesiąc?

nowyland
Do tematu przeliczania cen jeszcze wrócę bo jeśli jesteśmy już w temacie zakupów i Polaków na zakupach, to muszę szczerze przyznać, że Polak na zakupach w niemieckim sklepie raczej się rozczaruje niż wyjdzie zadowolony. I wcale nie mówię tu o cenach. Za każdym razem gdy idę do jakiegoś niemieckiego sklepu ogarnia mnie szał.

piątek, 17 stycznia 2014

Etap pierwszy przeprowadzki zakończony

I stało się moi Drodzy. Następny post na blogu opublikuję dla Was już z Niemiec. W końcu nadszedł ten czas. Mówię w tytule, że jest to pierwszy etap przeprowadzki dlatego, że w moim odczuciu cała "przeprowadzka" do Niemiec nie oznacza tylko przeniesienia wszystkich rzeczy do nowego miejsca. Tak naprawdę to najtrudniejsze dopiero przede mną. O co chodzi? Oto co czeka mnie dalej: 
  1. Przeprowadzka do Niemiec
  2. Znalezienie pracy
  3. Nauka języka
  4. Zadomowienie się
Na początku będzie trudno, ale mam nadzieję, że przy odrobinie szczęścia znajdę pracę, a i wiem, że dużo Polaków mieszka już w Niemczech więc może i ze znalezieniem kumpli nie będzie problemu. Języka się jakoś nauczę.

Także trzymajcie kciuki i... do zobaczenia w Niemczech. Fruuuu...

wtorek, 17 grudnia 2013

Autobusowe szaleństwo

Ten post na pewno będzie niesprawiedliwy, ale od razu mówię, że wynika z obserwacji i doświadczeń, jakie nabyłam w swoim życiu.

Każdy mieszkaniec Warszawy narzeka na korki. Codziennie. I nie ma się co dziwić. W tzw. szczycie wszyscy spieszą się do pracy lub domów i każdy woli pojechać wygodnie własnym samochodem, ponieważ to, co dzieje się w środkach komunikacji miejskiej spokojnie nadaje się aby napisać skargę do stowarzyszeń zajmujących się prawami ludzi.
Przesiadanie się w komunikację miejską może i zmniejsza zanieczyszczenie i trochę rozładowuje te nieszczęsne korki, ale czego się psychicznie nacierpisz to twoje. A czasami zdarzają się też i siniaki!
Mówię jasno i wyraźnie - godziny szczytu w Warszawie to nie jest czas na wsiadanie w autobus czy tramwaj. Nie, nie, nie. A sceny, które się tam rozgrywają skutecznie zniechęcają do życia w stolicy.

czwartek, 5 grudnia 2013

Gdzie jest nasza tolerancja?

Dzisiaj jadąc autobusem w Warszawie byłam świadkiem dość niesympatycznego zdarzenia. Jedną z pasażerów była mulatka trochę wyglądająca jak facet z reklamy Skittles. 


Babka była dobrze ubrana, włosy miała zaplecione w warkoczyki zwinięte w kok, ładnie pomalowana. Siedziała przy oknie na jednym z przednich miejsc, tyłem do kierunku jazdy. 
Za każdym razem gdy jestem w Niemczech i rozglądam się w tramwaju czy autobusie zastanawiam się, ile narodowości naraz może w danej chwili jechać tym pojazdem. Nie jest to dla nikogo zaskoczeniem, że w jednym przedziale jadą trzej Chińczycy, dwóch Arabów, Turek, dwie studentki z Ukrainy i tylko jeden "rodowity" Niemiec - niebieskooki blondyn. 
A u nas w Polsce nadal to szokuje. Tak jak z tą panią z autobusu. 

Zatrzymaliśmy się na jednym z przystanków, na którym była między innymi grupka młodych chłopców. Mieli tak na oko 12 lat. Nie wsiedli do naszego autobusu, ale widać było, że się dobrze bawią, robią sobie nawzajem żarty. Drzwi się zamknęły i autobus zaczął powoli ruszać. Nagle jeden z chłopców stojących na przystanku spojrzał na tę kobietę siedzącą obok okna i zapukał w szybę. Gdy ta Pani się na niego spojrzała, ten po prostu plunął w nią. Oczywiście cała ślina została na zewnętrznej szybie, ale gest jest gestem. Gdyby Pani była "biała" na pewno chłopiec nie zrobiłby czegoś podobnego.

Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że są to niestety tylko dzieci, które czerpią jakieś wzorce zachowań z najbliższego otoczenia. Z domu? Ze szkoły? Z podwórka? Może z Internetu?

Jechałam tym autobusem i było mi po prostu po ludzku wstyd. 
Czasem szczycimy się tym, że jesteśmy w środku Europy, pytam gdzie jest ta Europa skoro takie rzeczy dzieją się co dnia?

(zdjęcie: i1.ytimg.com)

czwartek, 21 listopada 2013

Rower, który stał - historia prawdziwa

Dziś opowieść, która dla statystycznego Polaka wychowanego w naszym pięknym kraju może okazać się bajkę lub historią z cyklu science fiction. A na pewno Was zdziwi, tak jak zdziwiła mnie. I tak, do dzisiaj się tego wstydzę.

Jednego dnia w Niemczech stałam na przystanku czekając na tramwaj. Obok tego miejsca, stał słup z ogłoszeniami. Ot słup, jak słup, wszystko po niemiecku, więc zrozumiałam tylko kilka plakatów. Ale nie sam słup stanowił centrum mojego zainteresowania. Obok słupa, właściwie to przy słupie, stał oparty rower. Rower całkiem nowy, na pewno sprawny, może kolor tylko jakiś dziwny. Ale rower, jak rower. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby rower był do słupa przywiązany, albo chociaż przypięty do pobliskiego drzewa czy płotu. A tu rower stał tak "samopas". A właściciela brak.

I tu dziwna rzecz - bardzo możliwe, że wiele osób w krajach północno-zachodnich robi tak na co dzień i to nikogo nie dziwi. Mnie jednak zdziwiło.
Będąc bądź co bądź Polką rozglądałam się dość gorliwie wokoło i patrzyłam czy zaraz zza rogu nie wyjdzie właściciel owego roweru i po prostu nie zabierze go zanim ktoś inny to zrobi. Na tramwaj czekałam jakieś 15 minut i przez cały ten czas wypatrywałam właściciela. Sprawdziłam też, żeby się upewnić czy rower może przypadkiem nie jest jednak przywiązany. Ale nic. Ani sznurka. Ani linki. Ani właściciela.
Pomyślałam sobie "no trudno", a że tramwaj w końcu podjechał to do niego wsiadłam i odjechałam.

Na tym nie kończy się jednak historia z rowerem. Nie kończy się też poziom mojego zdziwienia. Otóż tego samego dnia, pięć godzin później wracałam do domu, w którym wtedy mieszkałam. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy wysiadając na tym samym przystanku i przechodząc obok słupa, rower nadal tam stał!
W tamtym momencie pomyślałam: "Kurczę, to naprawdę niesamowite". Rower stoi nieprzypięty pół dnia i nikt, dosłownie nikt nie połasił się, żeby go wziąć. Jak to możliwe? Żaden złodziej czy bezdomny.

Z tej historii wyniosłam jedną lekcję - moje zdziwienie jest typowe dla Polaków. Dlaczego? Bo u nas w kraju taki rower z pewnością nie postałby 5 godzin.

(zdjecie: img.likely.pl)