Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potyczki dnia codziennego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potyczki dnia codziennego. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2014

Ich weiß nicht dlaczego tak jest

Zmora niemieckich urzędników dopadła i mnie. Chociaż miejsca, w którym dzisiaj byłam nie można do końca nazwać urzędem, to państwa, którzy "pomagali" mi w załatwieniu sprawy na 100% mogę nazwać niemieckimi urzędnikami.
nowyland
Może zacznę od stereotypów. Cokolwiek do ten pory przeczytałam o niemieckich urzędnikach sprowadzało się do takich przymiotników jak: "mało pomocni", "nieuprzejmi", "wredni" i jeszcze kilka mniej cenzuralnych.
Nie chciałam w to wierzyć, ale dzisiaj niestety to wszystko okazało się być prawdą. Od siebie mogę tylko dodać, że ulubionym zdaniem zatrudnionych tam osób jest

wtorek, 11 lutego 2014

Mini job - praca dla szukających wolnego czasu

Dzisiaj post z serii poradnikowych dla tych, którzy np. nie mogą lub nie chcą pracować w pełnym wymiarze czasu. Mini job, inaczej mini praca to dość popularna forma zatrudnienia w Niemczech. Jest to praca w niepełnym wymiarze godzin, a więc nie wymaga od nas siedzenia za biurkiem od 9 do 17 od poniedziałku do piątku. To dość wygodne. Minusem jednak jest to, że na mini job można zarobić maksymalnie 400 - 450 euro. Z drugiej strony to świetna alternatywa na przykład dla młodych matek lub osób z nienormowanym czasem pracy lub pracowników sezonowych. 
nowyland
Jak to działa? 

środa, 5 lutego 2014

Polskie przyzwyczajenia w niemieckich sklepach

Od mojej przeprowadzki do Niemiec minęły ok. 2 tygodnie i wiadomo, że jedną z pierwszych rzeczy, o którą mnie ludzie pytają jest: "Czy przeliczasz sobie jeszcze ceny z euro na złotówki?"
Czy jeszcze przeliczam? Jeszcze? Jasne, że przeliczam! Każdy na początku tak ma. Nie sądzę też żebym przestała to robić za dzień czy tydzień. Może za miesiąc?

nowyland
Do tematu przeliczania cen jeszcze wrócę bo jeśli jesteśmy już w temacie zakupów i Polaków na zakupach, to muszę szczerze przyznać, że Polak na zakupach w niemieckim sklepie raczej się rozczaruje niż wyjdzie zadowolony. I wcale nie mówię tu o cenach. Za każdym razem gdy idę do jakiegoś niemieckiego sklepu ogarnia mnie szał.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Radiowe przeboje

Dzisiaj prywaty trochę więcej niż zwykle.
Nigdy nie myślałam, że ten blog zaprowadzi mnie do tak ciekawych miejsc jak studio radiowe. A już na pewno nie przypuszczałam, że zostanę kiedykolwiek zaproszona do niego jako gość i udzielę wywiadu na żywo! A tak się stało!
nowyland

piątek, 24 stycznia 2014

Poszukiwanie pracy - pośrednicy zagraniczni

Pracy w Niemczech możecie szukać na wiele sposobów. O dwóch z nich: tzw. "wujku Google" i polskich agencjach pośrednictwa pracy pisałam już w poprzednich postach. Kolejną drogą na znalezienie zatrudnienia są zagraniczni pośrednicy, o których teraz kilka słów.

Takie agencje mają swoją oddziały w również w Polsce, nie musicie zatem wyjeżdżać od razu za granicę, aby skorzystać z ich usług. Pisałam tutaj, że polskie agencje pracy mają obowiązek uzyskania specjalnego certyfikatu, aby działać legalnie w naszym kraju. Z zagranicznymi agencjami pracy tymczasowej jest inaczej, bo nie mają takiego obowiązku. Przedsiębiorcy prowadzący zagraniczne agencje pracy mają jedynie obowiązek złożyć u marszałka danego województwa powiadomienie, w którym uwzględnią m.in. państwo swojego pochodzenia i termin wykonywania usług w Polsce.
No dobrze, ale formalności na razie wystarczy. Przejdźmy raczej do odpowiedzi na pytanie: "W jaki sposób możecie skorzystać z pomocy zagranicznych pośredników"?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Pozdrowienia z nowego miejsca!

Kochani,
witam Was już z nowego miejsca. Niemcy przywitały mnie słońcem i dość fajną pogodą.
Okazało się, że uciekłam od śniegu, który w Polsce już powoli zaczyna się zadomawiać, a tu jeszcze jakby późna jesień i ani widu białego puchu. Jak dla mnie ok.

piątek, 17 stycznia 2014

Etap pierwszy przeprowadzki zakończony

I stało się moi Drodzy. Następny post na blogu opublikuję dla Was już z Niemiec. W końcu nadszedł ten czas. Mówię w tytule, że jest to pierwszy etap przeprowadzki dlatego, że w moim odczuciu cała "przeprowadzka" do Niemiec nie oznacza tylko przeniesienia wszystkich rzeczy do nowego miejsca. Tak naprawdę to najtrudniejsze dopiero przede mną. O co chodzi? Oto co czeka mnie dalej: 
  1. Przeprowadzka do Niemiec
  2. Znalezienie pracy
  3. Nauka języka
  4. Zadomowienie się
Na początku będzie trudno, ale mam nadzieję, że przy odrobinie szczęścia znajdę pracę, a i wiem, że dużo Polaków mieszka już w Niemczech więc może i ze znalezieniem kumpli nie będzie problemu. Języka się jakoś nauczę.

Także trzymajcie kciuki i... do zobaczenia w Niemczech. Fruuuu...

niedziela, 12 stycznia 2014

Poszukiwanie pracy - polscy pośrednicy

Jakiś czas temu pisałam, jak zacząć szukanie pracy w Internecie. Dziś trochę o tym, że nie zawsze musicie szukać jej samodzielnie. Ktoś może Wam w tym pomóc.
Ten "ktoś" to tzw. pośrednicy, czyli wyspecjalizowane agencje zajmujące się znalezieniem pracy odpowiedniej dla danego kandydata.


nowyland

Jeśli jesteście jeszcze w Polsce możecie tu skorzystać zarówno z usług polskich jak i zagranicznych agencji pracy. Działa ich na rynku dość dużo i cieszą się sporą popularnością. Plusem skorzystania właśnie z takiego rozwiązania jest na pewno to, że rekrutacja odbywa się w języku polskim i na miejscu w kraju. Dużym minusem są jednak niższe zarobki i brak zatrudnienia na czas nieokreślony. 
Ale jaką agencję wybrać?

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rejestracja? Bez przesady!

Dzisiaj o tym co mnie wkurza.
Jak wiecie (nareszcie!) zaczęłam szukać pracy w Niemczech i na pierwszy ogień wzięłam się za Internet. Piszę o tym tutaj w poście.

nowyland

niedziela, 29 grudnia 2013

Szukanie pracy podejście pierwsze. Portale internetowe

Jak już wspomniałam, nie nastawiam się, że dobrą pracę w Niemczech znajdę "od ręki", ale szukać muszę zacząć.
Zaczynam standardowo od Internetu. Taka forma szukania pracy w XXI wieku jest najbardziej oczywista. Do tego szybko, bez pośredników i z kubkiem gorącej herbaty w ręku.


Okazuje się, że stron z ogłoszeniami jest sporo, ale trzeba mocno je przesiać, bo większość jest po prostu niemerytoryczna lub nieaktualizowana, czyli ostatnio dodana oferta pracy to maj 2012.
Jeśli i Wy chcecie szukać pracy przez Internet uzbrójcie się w dwie rzeczy:

czwartek, 26 grudnia 2013

Grudniowy czwartek i niecały miesiąc do wyjazdu

Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko zleciał.
Dopiero wczoraj wyprowadzałam się z Warszawy, a tu dzisiaj patrzę w kalendarz i nie wierzę własnym oczom - do wyjazdu zostały 3 tygodnie.


Uciekający czas zmotywował mnie do zrobienia trzech najważniejszych postanowień. Od dziś będę:
  1. Codziennie uczyć się tematycznych niemieckich słówek (np. ubrania, meble, zwierzęta etc.)
  2. W wolnej chwili słuchać niemieckich audiobook'ów
  3. I ostatnie chociaż najbardziej istotne - intensywnie szukać pracy
Dość leniuchowania.
Już podczas pisania tego postu puściłam sobie jakieś początkowe "czytanki" ze starych książek do nauki niemieckiego. Na razie wszystko rozumiem, ale zobaczymy dalej.
Najtrudniejszym do wykonania punktem będzie ten ostatni. Szukanie pracy jest dość żmudne, a level trudności jeszcze się zwiększa gdy dodamy do tego obcy kraj i średnią znajomość obowiązującego języka.

Niestety nie mam (tak jak większość Polaków "na obczyźnie") tak zwanego "fachu w ręku". Mogę więc śmiało skreślić zajęcia typu opiekunka do osób starszych, dekarz, cieśla, budowlaniec.
Dlatego zaczynam od poszukiwania pracy w języku angielskim. Takich ofert pracy jest zdecydowanie mniej, ale łatwiej będzie ją zdobyć. Tak przypuszczam.

Oczywiście relacja na bieżąco z poszukiwania pracy na rynku niemieckim gwarantowana :)

(zdjęcie: media.onsugar.com)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świąteczny list do Ryanair'a

Drogi Ryanair'ze

Do niedawna, bodaj do końca października 2013 roku mogłam cieszyć się tanimi przelotami z Warszawy do Frankfurtu nad Menem dzięki Twojej uprzejmości. 
Nie ukrywam, że przez prawie rok, kiedy lotnisko w Modlinie było zamknięte i latałeś bezpośrednio z Chopina był to dla mnie istny raj. Wygoda nie do opisania. Wylatywałam z głównego lotniska w Warszawie, nie było problemów z dojazdem ani dodatkowych kosztów za bus do Modlina. Była to też duża oszczędność czasu.
Miałam nawet cichą nadzieję, że nie zdecydujesz się wracać na Modlin, ale niestety okazała się ona płonna.
Nic, trzeba było jakoś to przeżyć. Modlin jest dużo dalej niż Okęcie, loty jednak nadal były w przystępnej cenie, nie miałam więc większych powodów do narzekań. 
Do pewnego momentu...

sobota, 14 grudnia 2013

Melancholia przeprowadzki

I stało się, jutro wyjeżdżam z Warszawy. Zaczęłam się pakować i... nie wiem od czego zacząć.
Mimo, iż decyzja o wyprowadzce była bardzo świadoma, to bardzo ciężko jest po prostu się spakować i ruszyć dalej. Mam tu bardzo dużo przyjaciół, jeszcze więcej wspomnień i milion rzeczy do zabrania.

Ten post będzie krótki, ale nie oznacza to, że jest mało ważny. Wręcz przeciwnie, bo o trudnych dla nas rzeczach pisze się bardzo trudno.
Pamiętajcie tylko, że jeśli decydujecie się na wyprowadzkę, będziecie kiedyś w końcu musieli stanąć przed tym dniem, gdzie pora zacząć się pakować. A to jest dość trudne jeśli świadomie w jednym miejscu mieszkaliście tak długo. Tyle.

środa, 11 grudnia 2013

(die) Lista

Wiadomo, że dobra organizacja przed wyjazdem to absolutna podstawa. 
Przed każdym wyjazdem, nawet na kilkudniowy urlop nasze głowy zaprzątają rzeczy typu: "Sprawdzić czy podróżna suszarka do włosów nadal działa", "Kupić buty do wspinaczki", "Zobaczyć czy mam w apteczce Aviomarin na podróż" etc.

Lista

Wiadomo, najlepsza pora dnia na takie rozmyślania jest w pracy. Dlatego też wena na ten post przyszła do mnie w momencie gdy właśnie jestem w pracy (huraaa! jeszcze tylko 3 dni).

Chociaż do wyjazdu zostało mi trochę ponad miesiąc, już zaczęłam tworzyć listę najbardziej niezbędnych rzeczy, które muszę zabrać oraz listę rzeczy, które zabiorę następnym razem.

W moim przypadku sprawa się o tyle komplikuje, ponieważ muszę niejako pakować się dwa razy.
W przyszłym tygodniu wyprowadzam się z mojego domu w Warszawie, żeby na trochę wprowadzić się do domu rodzinnego. Wiadomo, trzeba pobyć też z rodziną coby nie tęskniła za bardzo jak wyjadę. Z resztą mamie przed świętami każda pomoc się przyda (nawet taka, która z gotowaniem jest na bakier).

Także niebawem czeka mnie mega pakowanie wszystkich rzeczy, które uzbierałam w okresie studiów, a jest ich niemało, bo z natury jestem typem "zbieracza". Zostawiam każde piękne pudełeczko, każdy niepotrzebny i brzydki prezent...

Na początku myślałam, żeby już teraz spakować w jedną torbę wszystkie rzeczy, które chciałabym wziąć ze sobą do Niemiec i w połowie stycznia będzie jak znalazł. Tylko czy jest sens żeby kisiło się to miesiąc w torbie?
Dlatego muszę spakować się dwa razy, z czego to drugie pakowanie będzie o wiele trudniejsze, bo wiele rzeczy będę zmuszona (przynajmniej na jakiś czas) zostawić. Stąd właśnie wspomniana na początku lista.

Mój plan działania jest prosty i na tę chwile wydaje się być wręcz genialny.
Zaopatrzyłam się w niewielki notesik, który włożyłam do torebki, aby zawsze mieć go pod ręką. Panowie w tym przypadku będą mieć mały problem, ale zamiast całego notesu można też nosić kartkę. Co w sumie wydaje się być bardziej sensowne ponieważ panowie zazwyczaj zabierają mniej rzeczy. 
W każdym razie, ja w swoim notesie zaczynam powoli zapisywać wszystko to, co chciałabym ze sobą zabrać. Na początku notesu mam rzeczy, które bezkompromisowo zabieram teraz, a od końca spisuję to wszystko, co zabiorę za drugim razem.
Dzięki temu:
a) podczas pakowania niczego nie zapomnę bo spisuję każdą, nawet najdrobniejszą rzecz
b) gdy wrócę tu za jakiś czas będę miała wszystko czarno na białym, co jeszcze jest mi potrzebne
c) będę mogła też zobaczyć ile przedmiotów nie jest mi w ogóle potrzebnych. Jeśli nie znajdą się na moich listach znaczy to, że mogę je spokojnie oddać lub wyrzucić

Spisując rzeczy nie sprawdzam czy dany przedmiot jest już na liście. Szkoda mi na to czasu, a weryfikacja przyjdzie później. 

(zdjęcie: vitalia.pl)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Czas niechęci przedwyjazdowej dobiega końca

Jakiś czas temu wspominałam tutaj o mojej niechęci przedwyjazdowej. W skrócie chodziło o to, że gdy już wiem konkretnie, kiedy wylatuję i jaką masę rzeczy chciałabym jeszcze zrobić przed wyjazdem, nie bardzo już chce mi się np. pracować. Zwłaszcza, że w pracy atmosfera do bani. Mówiłam wtedy, że planowałam popracować do końca roku i z początkiem 2014 będę już wolna i przed wyjazdem będę miała dla siebie dwa tygodnie na różne sprawy. W trakcie jednak przemyślałam sprawę dokładniej...
Jednak moja niechęć do pracy chyba przeważyła, bo zdecydowałam się powiedzieć wcześniej mojemu pracodawcy o swoich planach. Okazało się, że wszyscy poszli mi na rękę i ten tydzień jest moim ostatnim dniem pracy :)

Bardzo się cieszę, bo to oznacza, że będę miała cały miesiąc na dokończenie i zorganizowanie wszystkich spraw. A to jest bardzo potrzebne. 

Jak to zawsze przed każdym wyjazdem jest masa rzeczy do załatwienia i masa znajomych do spotkania. Na razie nie wiem nic. Jak wygląda sprawa ubezpieczenia? Co jeśli zachoruję w Niemczech? Zostaje mi tylko prywatny lekarz? Muszę też rozejrzeć się za pracą, porządnie spakować, spotkać się z masą ludzi jeszcze tu w Polsce i zrobić tysiące mniejszych rzeczy. 

Dlatego cieszę się, że zdecydowałam się wcześniej zrezygnować z pracy. Taki odpoczynek i czas dla siebie jest ważny i bardzo potrzebny. Teraz będę przygotowana do wyjazdu jak nikt nigdy :) I każdemu kto decyduje się na ten krok gorąco to polecam.

(zdjęcie: ldd.tanihost.com)

czwartek, 5 grudnia 2013

Gdzie jest nasza tolerancja?

Dzisiaj jadąc autobusem w Warszawie byłam świadkiem dość niesympatycznego zdarzenia. Jedną z pasażerów była mulatka trochę wyglądająca jak facet z reklamy Skittles. 


Babka była dobrze ubrana, włosy miała zaplecione w warkoczyki zwinięte w kok, ładnie pomalowana. Siedziała przy oknie na jednym z przednich miejsc, tyłem do kierunku jazdy. 
Za każdym razem gdy jestem w Niemczech i rozglądam się w tramwaju czy autobusie zastanawiam się, ile narodowości naraz może w danej chwili jechać tym pojazdem. Nie jest to dla nikogo zaskoczeniem, że w jednym przedziale jadą trzej Chińczycy, dwóch Arabów, Turek, dwie studentki z Ukrainy i tylko jeden "rodowity" Niemiec - niebieskooki blondyn. 
A u nas w Polsce nadal to szokuje. Tak jak z tą panią z autobusu. 

Zatrzymaliśmy się na jednym z przystanków, na którym była między innymi grupka młodych chłopców. Mieli tak na oko 12 lat. Nie wsiedli do naszego autobusu, ale widać było, że się dobrze bawią, robią sobie nawzajem żarty. Drzwi się zamknęły i autobus zaczął powoli ruszać. Nagle jeden z chłopców stojących na przystanku spojrzał na tę kobietę siedzącą obok okna i zapukał w szybę. Gdy ta Pani się na niego spojrzała, ten po prostu plunął w nią. Oczywiście cała ślina została na zewnętrznej szybie, ale gest jest gestem. Gdyby Pani była "biała" na pewno chłopiec nie zrobiłby czegoś podobnego.

Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że są to niestety tylko dzieci, które czerpią jakieś wzorce zachowań z najbliższego otoczenia. Z domu? Ze szkoły? Z podwórka? Może z Internetu?

Jechałam tym autobusem i było mi po prostu po ludzku wstyd. 
Czasem szczycimy się tym, że jesteśmy w środku Europy, pytam gdzie jest ta Europa skoro takie rzeczy dzieją się co dnia?

(zdjęcie: i1.ytimg.com)

wtorek, 3 grudnia 2013

Przedwyjazdowa niechęć

Zauważyłam to u siebie już jakiś czas temu i zjawisko nazwałam "Niechęcią przedwyjazdową".
Nie, nie chodzi o to, że nie chce mi się wyjeżdżać czy mam niechęć do przeprowadzek (chociaż fakt, są uciążliwe). Tym mianem określam stan przed wyjazdem, gdzie będąc jeszcze w Polsce kończę swoje zobowiązania lub mam coś do zrobienia (coś co wiem, że jest bezsensu lub nieużyteczne). Kompletnie nie chce mi się tego robić. 

Idealnym przykładem opisującym "niechęć przedwyjazdową" jest sytuacja, w której chodzimy jeszcze do pracy. Z Polski wyjeżdżam w połowie stycznia i tak naprawdę mogłabym już przestać pracować. Od zaraz. Wiem, że i tak nie odłożę kokosów, więc pieniądze nie są żadną motywacją do pracy. To samo tyczy się atmosfery czy ludzi. Kompletnie nie będę żałować rezygnacji z tej pracy, a jednak kiedyś tam zdecydowałam się, że popracuję do końca roku. I to był błąd. 
Kompletnie nie mam już motywacji żeby angażować się bardziej w nowe projekty czy szukać nowych możliwości. Tym bardziej, że grudzień ma wszystkich dni pracujących około 20. W takim zestawieniu motywacja spada do dolnej granicy 0.

Jaki jest z tego morał? Jeśli:

  • przygotowujesz się do wyjazdu
  • wiesz, że rzucisz dotychczasową pracę
  • praca nie daje Ci satysfakcji ani góry pieniędzy
  •  przed wyjazdem chcesz jeszcze pozałatwiać sprawy / posiedzieć z rodziną / pospotykać się ze znajomymi
... to po prostu jak najszybciej zrezyzgnuj. Nic na siłę. Widzę po sobie, że naprawdę nie ma sensu się męczyć. Przez ten czas mogłam zrobić tyle pożytecznych rzeczy. Przede wszystkim nie denerwować się i jakoś spokojnie "dociągnąć" do wyjazdu. W zamian zaś codziennie idę do tej pracy i cholornie mi się nie chce...

(zdjęcie: radiostar.net) 

piątek, 29 listopada 2013

Trochę autopromocji

Hej,

widzę po statystykach, że powoli robi się tu coraz żwawiej. Ogromne dzięki! Już napisałam sporo nowych postów i po kolei będę je publikować.
Tymczasem informuję wszystkich, że założyłam konto bloga na Facebook'u. Ma ono nam wszystkim służyć, jako szybki kanał komunikacji.

Polubcie profil bloga NowyLand klikając o tutaj albo najedźcie myszką na wysuwany pasek Facebook'a po lewej stronie bloga. Pełna dowolność.
Zapraszam do lajkowania! :)


wtorek, 26 listopada 2013

I stało się - teraz nie ma odwrotu

Decyzję o przeprowadzce z Polski do Niemiec podjęłam już jakiś czas temu. Było to na takiej zasadzie, że mniej więcej znałam datę (początek nowego roku) i wiedziałam, że jest to nieuniknione. Tyle.
Kilka dni temu nasze rodzime linie lotnicze LOT zorganizowały kolejną promocję na wybrane trasy. Jako, że dość żywo śledzę takie nowinki od razu sprawdziłam czy trasa, która najbardziej mnie interesuje, czyli Warszawa-Frankfurt został tą promocją objęta. Okazało się, że tak...

Wszyscy wiemy, że na ogół nie opłaca się latać LOT-em. Bilety są za drogie a samoloty za stare. Ale plus jest taki, że LOT lata na główne lotnisko do Frankfurtu i nie trzeba płacić dodatkowych 14 euro w jedną stronę za dotarcie do centrum miasta, tak jak np. Wizzair'em czy Ryanair'em. Alternatywą dla LOTu jest Lufthansa, ale z reguły te połączenia są jeszcze droższe.


Planując lot do Frankfurtu wiedziałam więc, że najkorzystniej będzie wybrać właśnie LOT, dlatego też śledziłam te wszystkie promocje. Gdy zobaczyłam bilet obniżony z 780 zł na 401 nie zastanawiałam się długo. Od razu kupiłam. Przemyślenia przyszły później...