Ten post na pewno będzie niesprawiedliwy, ale od razu mówię, że wynika z obserwacji i doświadczeń, jakie nabyłam w swoim życiu.
Każdy mieszkaniec Warszawy narzeka na korki. Codziennie. I nie ma się co dziwić. W tzw. szczycie wszyscy spieszą się do pracy lub domów i każdy woli pojechać wygodnie własnym samochodem, ponieważ to, co dzieje się w środkach komunikacji miejskiej spokojnie nadaje się aby napisać skargę do stowarzyszeń zajmujących się prawami ludzi.
Przesiadanie się w komunikację miejską może i zmniejsza zanieczyszczenie i trochę rozładowuje te nieszczęsne korki, ale czego się psychicznie nacierpisz to twoje. A czasami zdarzają się też i siniaki!
Mówię jasno i wyraźnie - godziny szczytu w Warszawie to nie jest czas na wsiadanie w autobus czy tramwaj. Nie, nie, nie. A sceny, które się tam rozgrywają skutecznie zniechęcają do życia w stolicy.
